
Cały poranek nad Warszawą wisiały deszczowe chmury. W trakcie drogi do Luizy i Mateusza niestety spadł deszcz, który nie chciał przestać padać! I kiedy człowiek już się poddaje i uznaje, że wyjście z kościoła i życzenia będą raczej mokre, deszcz odpuszcza! Przestaje padać aż do późnego wieczoru. Bajka! Muszę przyznać, że tym dobrym akcentem rozpoczęłam ich piękny dzień!
A działo się wiele! Piękny, zabytkowy kościół. Wspaniali i wiecznie uśmiechnięci goście, efektowne wyjście z kościoła a także balonowe powitanie na sali weselnej. Na dokładkę jeden z moich ulubionych DJ’ów, który dbał o to, aby goście nie schodzili z parkietu w baśniowej sali w Rybieńku Leśnym.
Było pięknie!



















































































































































